Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wywiad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wywiad. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 marca 2012

Liberum veto - wywiad z zespołem A.P.A.M.A.U.



Z muzykami formacji A.P.A.M.A.U. spotkałem się w gościnnych murach wrocławskiego klubu bilardowego Spider (mieszczącego się w tzw. blaszaku przy ul. Komandorskiej 147). Leniwe środowe popołudnie upłynęło nam na rozmowie o muzyce, nowych mediach, żywym tetrisie i motoryzacji...



Moja Stodoła: Ani piękni, ani młodzi, ani utalentowani. Jacy zatem?
Witek [Abramowicz – perkusja]: wydaje mi się, że spontaniczni. To jest to, co dla mnie jest takie znamienne. Na próbach to widać, po tym jak gramy. Ostatnio jak mieliśmy koncert chłopaki zdziwili się, że kawałek jaki mieliśmy już ograny, grałem zupełnie inaczej. Robiłem to zresztą specjalnie, no bo sobie myślę: kurde, nudne jest granie takiej samej koncepcji. Ostatnio doszliśmy też do wniosku, że ja kawałka "Won't Stop" nigdy nie zagrałem tak samo.

Liberum veto - wywiad z zespołem A.P.A.M.A.U. (cd)


MS: Sporo się u Was ostatnio dzieje. Często występujecie, bierzecie udział w różnych przeglądach, macie też menagera [Jan Straus - "przyjaciel, cwany skurwysyn i obiektywny krytyk"] i – co najważniejsze - grupkę oddanych fanów. Nadal uważacie się za zespół amatorski?
Bartek: Różne są kryteria mówienia co oznacza zespół amatorski, a co profesjonalny. Nie jesteśmy po szkole muzycznej. Każdy z nas, oprócz Jacka, grał kiedyś w jakimś zespole, przynajmniej jednym. Mój dobry kolega powiedział kiedyś, że muzycy dzielą się na amatorów i niemuzyków, gdyż osoby po szkole muzycznej często myślą w sposób schematyczny. Ja się cieszę, że każdy z nas jest takim indywidualistą, takim troszeczkę wolnym ptakiem...

Jacek: Chcesz żeby ludzie po szkołach muzycznych nas znienawidzili [śmiech]?

Bartek: ...dlatego nasze pomysły są takie, a nie inne. Możemy być na swój sposób oryginalni. Czy będziemy się z tego utrzymywać? Długa droga przed nami. Tak jak z pytaniem o longplay. Na razie jesteśmy na etapie zdobywania sobie rozgłosu we Wrocławiu. Jest to dobra zabawa, robimy to dla samego faktu, żeby coś takiego przeżyć. . Każdy z nas spotyka się z czymś takim, że praktycznie codziennie ktoś spotyka jakiegoś znajomego, który pyta: "co w zespole? jakie Wasze plany? co teraz gracie? gdzie gracie? chciałbym Was zobaczyć". To ostatnio najczęstsze pytania. Zdarzają się też osoby, które chcą popatrzeć na nasze kawałki od strony technicznej. Oceniają surowo - mają do tego prawo. Wiesz, żaden z nas nie zna nut, jesteśmy trochę jak Beatlesi. 

Janek [Straus - menager]: Ja mogę odpowiedzieć z perspektywy kogoś z zewnątrz. Jestem z chłopakami od ich drugiego koncertu. Z każdym kolejnym występem zauważałem progres zespołu. Pod względem zachowania chłopaków i muzycznie. Wokalnie również. Co koncert wydawało mi się, że słucham coraz lepszej grupy. Po objęciu przeze mnie zacnej funkcji menagera [śmiech], zespół przeszedł w sferę bardziej profesjonalną. Bardziej chłopakom zależy na brzmieniu, na próbach są ciekawi mojej opini - "jak to słychać? czy lepiej coś zmienić?". Wydaje mi się, że wszystko idzie w kierunku bycia coraz lepszym zespołem.

środa, 9 marca 2011

Nie rzucaliśmy się w oczy - wywiad z Dawidem Przybylakiem (GO-RICH)


W dzisiejszej odsłonie Mojej Stodoły wywiad z gitarzystą i wokalistą zespołu GO-RICH - Dawidem Przybylakiem.

Moja Stodoła: Czy masz jeszcze w sobie GO-RICH?

Dawid Przybylak: Oj tak... Mam jej w sobie na tyle dużo, że mógłbym obdzielić nią ćwierć świata. Ale nazwa ta miała również przesłanie w skrócie „żyj pełnią dobra”, „Idź przez świat bogatym w dobro”

MS: Skąd wzięła się GO-RICH?
DP: Było nas trzech w szkole średniej. Nie umieliśmy grać, ale serca mieliśmy do gry ogromne. Chcieliśmy grać naszą muzykę. Gdybyśmy mięli wówczas więcej umiejętności to muzyka byłaby zapewne bogatsza, a tak wyszło coś pomiędzy Joy Division a Sisters of Mercy [sic!]. To był dobry czas dla słupskich zespołów. Wszyscy wtedy chodziliśmy na koncerty innych słupskich kapel. Byliśmy wtedy rodziną. Ewa Braun pozwalała nam korzystać ze swojego garażu. Byliśmy bardzo z nimi zaprzyjaźnieni. Zimą w garażu było straszliwie zimno, a latem skwar i duchota.

szukaj w tym blogu