Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łukasz Ciszak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łukasz Ciszak. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 kwietnia 2014

Test Prints - Gene Pool / Marta


No i się doczekałem. Oto kolejny singiel Test Prints, wciąż młodego i nadal obiecującego męsko-damskiego duetu ze stolicy.


Zespół dumnie podąża ścieżką, którą wyznaczył na swoim debiutanckim wydawnictwie - jest piosenkowo, z przesterowaną gitarą na przedzie, przyczajonym basem i bezduszną perkusją, w lengłydżu i na dwa głosy. Utwór pierwszy traktuje o jeżdżeniu do pracy tramwajem 20, drugi to opowieść o pewnej Marcie. Całość pobieramy z Bandcampa płacąc co łaska. 

piątek, 31 stycznia 2014

Test Prints - Ghost Shadow/Bad News


Bywalcom Mojej Stodoły nie trzeba specjalnie przedstawiać Łukasza Ciszaka. Jego nazwisko pojawiało się na łamach niniejszego bloga wielokrotnie przy okazji wpisów o Sorry Sluts i HUN. Dziś o "najmłodszym dziecku" muzyka - projekcie Test Prints.


Test Prints to dość nietypowe trio - tworzą je bowiem ludzie i maszyna. Poza Ciszakiem (śpiewającym i grającym na gitarze), w skład grupy wchodzą: Joanna Jurczak (wokal i gitara basowa) oraz daleki krewny Dra Avalanche'a z Sisters Of Mercy - automat perkusyjny Alesis SR16, zwany pieszczotliwie Benjaminem

sobota, 28 września 2013

HUN - HUN


Burza gitarowych riffów na tle rozedrganych partii basu i perkusyjnych połamańców. Żadnych wokali, żadnych melodii, żadnego wytchnienia. Hałas w randze sztuki. Tak pokrótce przedstawia się twórczość warszawskiego tria HUN.


Na początku września za sprawą oficyny sqrt ukazał się debiutancki s/t album tej formacji. Płyta zawiera pięć utworów zaimprowizowanych przez zespół podczas tegorocznej kwietniowej sesji w sali prób Redrum w Sosnowcu. Najkrótszy z kawałków trwa niewiele ponad dwie minuty, najdłuższy przeszło siedemnaście.

środa, 11 lipca 2012

Sorry Sluts - Kryształy, ćwieki i kotwice na rękach

relacja z koncertu w klubokawiarni Towarzyska, Warszawa, 8 lipca 2012

Rak'en'rol żyje i ma się całkiem dobrze. Takie wrażenie wyniosłem z pierwszego w dziejach koncertu 
formacji Sorry Sluts. 
Alive & Kicking. Ćwieki i kotwice. Kryształy pękały po koncercie. Zdj. Facebook
Występ odbył się w ostatnią niedzielę, w warszawskiej klubokawiarni Towarzyska. Miejsce zacne i klimatyczne, aczkolwiek mało przestrzenne i raczej nieprzystosowane do goszczenia napędzanych elektrycznie składów. O ile więc instrumenty słychać było świetnie (czasem nawet aż za bardzo), o tyle wokal już niekoniecznie. Przykryła go ściana przesterowanych dźwięków. Nic to jednak, audiofilem nie jestem, a teksty grupy (w znacznej części) przyswoiłem w ramach pracy domowej. Brzmieniowe niedostatki nie popsuły mi zatem odbioru widowiska. Sądząc po reakcjach - reszcie licznie zgromadzonej publiki również to nie przeszkadzało. Ale od początku...

szukaj w tym blogu