niedziela, 5 lutego 2017

Sawanty - Tysiąc Stóp

Sawanty stawiają na eklektyzm. 



Zeszłej jesieni Poznaniacy wydali pod banderą Plexus Of Infinity swoją drugą EP-kę. Minialbum zatytułowany Tysiąc stóp przyniósł cztery autorskie kompozycje zespołu odwołujące się do melodyjnego punk rocka, rodzimego bigbitu oraz - co najciekawsze - muzyki klezmerskiej.

Żywe i chropowate brzmienie materiału zawartego na płytce przywodzi na myśl dokonania 19 Wiosen. Także sposób śpiewania Iwa Greczki może momentami kojarzyć się z ekspresją wokalną lidera łódzkiej ekipy, Marcina Pryta (Pingwinek). Nie są to jednak, jak mniemam, podobieństwa zamierzone. Trudno byłoby zresztą dokleić Sawantom łatkę kopistów.

Panowie potrafią być bowiem i oryginalni, i ujmująco kreatywni (jak również całkiem sprawni warsztatowo). A najlepszym tego przykładem Albatros. Trochę walczyk, trochę szanta, z niebanalną linią melodyczną, abstrakcyjnym tekstem i rozbudowanym finałem,
w którym prym wiodą skrzypce i lekko floydująca gitara.




Formację Sawanty tworzą: Iwo Greczko (głos, taniec i teksty), Stanisław Kukorowski (perkusja, skrzypce, student 106M), Adam Kaczmarek (gitara basowa i suchary) i Filip Jaworski (gitara elektryczna i spirit). W obecnym składzie grupa występuje od stycznia 2016 roku (jej początki sięgają jednak roku 2013). Dorobek fonograficzny kwartetu stanowią dwie EP-ki: Tysiąc Stóp oraz debiutanckie Laski i zwierzęta (2014).  

6 komentarzy:

Sawanty Zespół pisze...

Dziękujemy za zainteresowanie. Przymierzamy się do LP.

Filip Roland pisze...

Będę nasłuchiwał ;) Powodzenia

kukor pisze...

Drodzy Sawantowie, skąd wytrzasnęliście tego opisywacza, którego co? recenzja? przedstawienie kapeli? popis braku erudycji? bliżej niedźwiedziej przysługi, aniżeli waszej hagiografii ;)
1. „Sawanty stawiają na eklektyzm” – Panie Opisywaczu, nie wystarczy znać mądre słowa, trzeba również rozumieć kontekst, w którym się ich używa. W kontekście przez Pana przyjętym – tak odbieram – eklektyzm, czyli „dla każdego coś dobrego”. A skoro tak, to raczej granie bez większej wartości, ot, miłe dla ucha i raczej z tych, co to lubimy pod warunkiem, że kiedyś już słyszeliśmy.
2. „Melodyjny punk-rock” – tu zgoda!
3. „Rodzimy bigbit”? A to ciekawe, bo muzyka Sawantów raczej koło bigbitu nie przechodziła nawet. Ale skoro Pan tak uważa?
4. Sawanty „odwołuje się do muzyki klezmerskiej”?!!!! Na miłość boską – czy to, że w danym utworze występują skrzypce, to już z niczym innym się Panu nie kojarzy?! Ach, z pewnością kiedy używają organów, tym samym czerpią z muzyki kościelnej, czy z baroku? A może z jednego i z drugiego?
5. Nad skojarzeniami pochylał się nie będę, bo każdy ma takie, na jakie go stać (19 Wiosen), choć moje oscylują raczej wokół Świetlików i genialnej melorecytacji Marcina Świetlickiego. Trudno, jestem obarczony skazą miłości do poetów bruLionu. A i te nieszczęsne „19 Wiosen” też moim zdaniem nieco naciągane.
6. „Nie są to jednak, jak mniemam, podobieństwa zamierzone” – niby dobrze, ale sugestia poszła w świat. Czyta się jednoznacznie: „no dobra, coś musiałem napisać, ale i tak zrzynają, choć zastrzegam się na wszystkie świętości, że ja tego nie powiedziałem” itd., itp. Tak się odczytuje min. fragment omawianego tekstu. Panie Opisywaczu, aby zabierać się za delikatną materię słowa należy mieć choćby minimalne wyczucie, a przede wszystkim sporo czytać i dzięki temu wyrabiać w sobie szacunek dla języka. Nie wystarczy znać kilka mądrych słów. Oczywiście w Pana zamierzeniu znaczenie przekazu miało być inne. Zgoda. Niestety wykonanie – Pan wybaczy – gimnazjalne. Proszę ćwiczyć!
7. Podobnie do powyższego zachowuje się fraza „panowie potrafią być oryginalni”. No majstersztyk najwyższych lotów. „Potrafią” – za to zabiłbym, gdyby opis dotyczył moich dokonań! Serio! Czyli co, Sawanty czasami wznoszą się na wyżyny własnych ułomnych umiejętności i przytrafia im się wtedy dokonać czegoś doniosłego, choć nie jest to częste? Tak właśnie czyta się Pana tekst!
8. Gdzie Pan u licha w „Albatrosie” dostrzegł „abstrakcyjny tekst”? Toż to mięsista historia i raczej do opowiedzenia w porze, kiedy dzieci już śpią. Fantastycznie podszyta erotyzmem. Historia, której niejeden chciałby posmakować! Pan nie? A!, bo Pan widzi abstrakcję?
9. Czy wszystkie utwory „na trzy” to dla Pana walczyk? Tak? No to moje szczere gratulacje!
10. Z „floydowaniem” gitary – zgoda.
11. A tyle można by napisać, choćby o genezie nazwy zespołu, w której to nazwie tyle ukrytych znaczeń. O miejscu, w którym większość kawałków powstaje, a przynajmniej większość jest obecnie szlifowana. O wkładzie każdego z muzyków w repertuar, albo o tarciach przy powstawaniu nowych utworów. O planach na najbliższą przyszłość, o zamierzeniach na dalszą. Ach, tyle ciekawych tematów, a Pan poszedł na łatwiznę zapatrzony w tych kilkanaście mądrych słów, w które nasza współczesna ułomna szkoła Pana zaopatrzyła. Szkoda, bo mógłby to być fajny materiał do poczytania.
12. Sawantom należy się dobry opis, dobra promocja, a nie taka semantyczna wydmuszka. Wystarczy odrobina intelektualnego wysiłku i piętnaście minut szperania w internecie.
Pozdrawiam, kukor z kukorzewa

Filip Roland pisze...

Drogi Panie Jacku serdecznie dziękuję za uświadomienie mi, że moja tzw. tfu-rczość to wydmuszka. Nie mam nic na swoją obronę. Ukończyłem kiepskie szkoły, niewprawnie posługuję się słowem pisanym i za mało czytam. Bohaterów komentowanego posta przepraszam za "niedźwiedzią przysługę". Obiecuję, że nie skrzywdzę w ten sposób już żadnego artysty. Tym samym żegnam się z Państwem. Do widzenia, do zobaczenia.

Sawanty Zespół pisze...

Filipie, prawdziwi bohaterowie się nie gniewają. Najwyżej mszczą. A w tej sytuacji nie ma ku temu powodu - Twoja krótka recenzja może się okazać asumptem do dalszej dyskusji, za co dziękuję. Dlatego i za tę piękną tyradę Panu Jackowi dziękuję.

Uważam, że "Pingwinek" może nasunąć skojarzenia z bigbitem. I nie trzeba w tym celu wcale używać najszerszej definicji (i nie wiem, czy poprawnej), która traktuje bigbit jako polską odmianę rock'n'rolla. W polskim bigbicie często aranżowano do wymogów zespołu rockowego piosenki, które pierwotnie były napisane na gitarę. Dokładnie taka sytuacja miała miejsce w przypadku "Pingwinka". To był prosty, trzyakordowy bodaj utwór napisany przez Adama Kaczmarka na gitarze, w domu. Jest ta wersja w utworze ukrytym. Inaczej też podchodzę do całej pracy, którą wykonał Filip w ogóle - niezależnie od tego, czy przesłuchaniu płyty i napisaniu recenzji poświęcił pięć minut czy pięć godzin, jest to dla mnie cenne. Jak każdy słuchacz, który z miliona propozycji zdecydował się z jakichś względów kliknąć akurat nas i posłuchać. A potem jeszcze coś o tym napisać. Wspaniałe!

Pozdrawiam, IWO z Sawantów

Filip Roland pisze...

Panowie, bo to się powoli telenowelą staje... Nie chowam urazy do nikogo, nie proszę również żeby ktokolwiek się za mną wstawiał (ani tym bardziej nade mną litował). Mój krótki tekst (na moim aż i tylko blogu) nie aspiruje do miana recenzji. To zwykła zajawka, zachęta do przesłuchania Waszego materiału (bo piszę wyłącznie o tym co uważam za godne uwagi). Za to jak odebrałem "Tysiąc Stóp" przepraszać nie będę. Mało tego, nawet dzisiaj napisałbym, że słyszę w tych utworach punk rock, bigbit i muzykę klezmerską - bo najzwyczajniej to w nich właśnie słyszę ;) Przy czym pragnę zaznaczyć, że używam tej najszerszej definicji bigbitu (o której IWO wspominasz).
Co do Kukora z kukorzewa - sam fakt, że poświęcił mi tyle uwagi powinien być dla mnie nobilitujący.

szukaj w tym blogu